Aleks
Podał nam adres, ale nic więcej nie powiedział. Dziwny był z niego typek, nie ukryję tego. Wsiadłem jednak z Samanthą do metra i ruszyliśmy pod wskazany adres. Oczom ukazał się dość zadbany blok, jakich mało w tym mieście. Chwilę tak staliśmy i wpatrywaliśmy się na kartkę z adresem, to na blok.
- To chyba tu... - odezwała się Sam i powoli weszła na klatkę schodową. Wyszukała w liście mieszkańców jej nazwiska i przywołała mnie ręka. - Jest! Trzecie piętro, mieszkanie numer 14.
Potaknąłem i złapawszy jej dłoń od razu ruszyłem po schodach. Oby nie było za późno, powtarzało się w mej głowie. Bałem się, że już mu odbiło.
Stojąc pod jej drzwiami, czułem strach i Samanthę, która mocno ściskała moją dłoń. Powoli nacisnąłem na klamkę, a ona odskoczyła. Drzwi stały otworem przed nami, a w środku była cisza. Idąc powoli i cicho, czułem się jak jakiś tajny szpieg czy jak w horrorze. Marzyłem, by się okazalo, że śpią, ale on...
- J. - rzucil się na mnie, a ja w porę złapałem jego zakrwawione dłonie i powaliłem go na ziemię. Był czysty, jeśli chodzi o ciało, ale widziałem jego rozbiegany wzrok i drżące dłonie.
- Już Max już... Gdzie jest Magie? Coś się jej stało?
- Mag... Ona... Ja nie chcialem. To był wypadek. Przysięgam... - Mówił szybko, drżącym głosem i unikał kontaktu wzrokowego. Po chwili usłyszałem głos Sam.
- Aleks, zobacz to....
Komentarze
Prześlij komentarz