Niespodziewana wizyta~ Joanna
Stałam w progu, wpatrując się w niego. Wysoki, potężny i zaniedbany, pełen w sińcach i ranach, trzymający moją siostrę. Powoli obserwowałam jak odkłada Sam na kanapę i wstaje, unosząc dłonie w geście obronnym. Nie chciałam jednak słuchać jego słów. Odlożyłam torbę, złapałam za szmatę i uderzyłam go w udo nią.
- Wynocha śmierdzielu. Wynoś się i to już. Bo wezwę policję i naskarże o włamaniu i uśpieniu siostry! - krzykłam, próbując go przegonić z domu. Krzyczałam i ledwo co słyszałam jego słowa.
- Jo...joanna... Stój.. Joan... Proszę wysł.. Auć... Jola! - złapał za szmatę i spojrzał na mnie groźnie
- Skąd znasz moje imię? - warkęłam na niego, patrząc mu w oczy i szarpiąc za szmatę.
- Jestem przyjacielem Samanthy. Spokojnie. Nie jestem nikim złym... - powiedział spokojnym i łagodnym głosem, puszczając szmatę. - Sam skręciła kostkę i chciała, bym ją tu przyniósł... Może herbaty? - nadal nieufnie patrzyłam na niego, wpatrując się w jego oczy. Nie chciałam jednak budzić siostry, więc sie zgodziłan i poszłam z nim do kuchni.
Komentarze
Prześlij komentarz