Nadzieja na uśmierzenie bólu...~ Max

Leżałem skulony na twardej kanapie i umierałem z głodu. Nie był to głód za jedzeniem, a za prochami. Chciałem umrzeć lub przynajmiej dostać coś co mnie znów uniesie. Otwarłem oczy, czując coś lodowatego na twarzy. Nie miałem pojęcia czy po mym policzku przemknęła łza, kropla potu czy wody. Widziałem przed sobą mamę. Tak samo piękną i kruchą, jak w dniu, gdy byłem chory w domu. Miałem wtedy może ze 13 lat?
Poczułem ból w klatce piersiowej, patrząc w te błękitne oczy. To nie była mama. To jej duplikat o oczach tego dupka, co nas spłodził i krzywdził kobietę, która mi dała życie. Nie miałem ochoty dłużej patrzeć na ten strach w jej oczach. Po chwili już nie musiałem, bo przyszedł do niej On i Magie skupiła się na nim. Widziałem jedynie ich nogi, nic więcej. Ukradkiem podwędziłem jej z torebki telefon. Jej nieuwaga, moja szansa na ukojenie. Szybko napisałem do J. I potem usunąłem wiadomość, by ukryć ślad przestępstwa.
Nie mogłem pohamować zmęczenia. Oczy same się zamknęły, więc jedyne co ujrzałem przed snem to Magie, obejmowaną przez niego w dość dwuznaczny sposób.

Komentarze

Popularne posty